Zaprojektuj siebie, czyli – zaplanuj swoją przyszłość, tak, żeby móc się rozwijać, korzystając z możliwości, jakie otwiera przed nami Unia Europejska. A co właściwie może oznaczać – na sposób europejski? Młodzi ludzie, którzy mieli okazję realizować bądź brać udział w unijnych projektach czy wolontariacie podkreślają, że być „bardziej europejskim” wcale nie oznacza, że trzeba być „mniej polskim”. Wręcz przeciwnie: podczas wymian międzynarodowych poznaje się inne kultury, obyczaje, tradycje, ale jednocześnie, chcąc przekazać Europejczykom – bardzo ciekawym nas – własną, polską, lokalną kulturę, musimy sami się w nią zagłębić, bardziej ją zrozumieć, dotrzeć do korzeni. Mottem Unii Europejskiej jest: „Zjednoczeni w różnorodności”, a młodzi ludzie swoimi działaniami potwierdzają, że nie jest to pusty slogan. Tak naprawdę to właśnie młodzież bardzo często robi to, o czym tylko mówią politycy.
Można powiedzieć, że „Unia dzieje się wokół nas”, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Centrum Młodzieży im. dr. H. Jordana w Krakowie przez cały rok realizuje projekty unijne, w tym liczne wymiany międzynarodowe. W wakacje Centrum było organizatorem projektu: „Koń huculski”. W podkrakowskich Nielepicach spotkała się młodzież z klubów jeździeckich z Polski, Słowacji, Węgier i Niemiec. Oprócz warsztatów jeździeckich młodzi ludzie mieli okazję zapoznać się z kulturą huculską, uczyli się wyplatania, modelowania, organizowali wieczory międzynarodowe z tradycyjną kuchnią i muzyką, zwiedzali konno Małopolskę. Centrum Młodzieży nie jest jedyną placówką w Krakowie, która realizuje projekty młodzieżowe. Ale nie tylko z krakowskich instytucji wypływa „projektowa wena”. Kilka lat temu ciekawy projekt zrealizowali rugbiści-amatorzy z Nowej Huty.
Projekt może być realizacją pomysłu młodych ludzi nawet zmagających się dopiero z naukową materią gimnazjum. Niespełna cztery lata temu, w Tychach, młodzi ludzie, z pomocą dorosłych, ale według własnego pomysłu (i własnego wykonania) zrealizowali cykl „Gimpresji” – muzycznych, fotograficznych… Na stronie tyskiego Gimnazjum (nr 12) możemy znaleźć kilka krótkich relacji, np.:
– Gimpresje muzyczne. Kolejna impreza sponsorowana przez Unię Europejską. Gościliśmy zespół z Miejskiego Domu Kultury, gościliśmy koleżanki i kolegów z Litwy i Niemiec, a przede wszystkim świetnie się bawiliśmy.
Grupa młodych ludzi z Gdańska zrealizowała kiedyś projekt bitew break dance’owych. W swoje działania, dzięki skutecznej promocji, zaangażowali ponad siedmiuset uczestników. W sieci można znaleźć informacje o projekcie zrealizowanym wokół popularnej gry w zośkę – na warsztaty przybył nawet specjalista od footbag-netu (jedna z wyczynowych odmian zośki), Andy Roland z USA. Budżet projektów stwarza duże możliwości i wszystko zależy od pomysłowości i kreatywności osób realizujących projekt. Oczywiście, nie obejdzie bez żmudnych formalności i wypełnienia formularza aplikacyjnego, złożenia wniosku, rozliczeń, ale postarajmy się to zrozumieć – Unia chce wiedzieć, na co przeznacza pieniądze. Inna sprawa, że przeznacza je bardzo chętnie, a budżet programu „Młodzież w działaniu” (Youth in Action) na lata 2007–2013 to prawie miliard euro (dokładnie: 885 milionów euro). Ciekawy, pisany przez młodych ludzi realizujących projekty, przez „młodych praktyków”, przewodnik po zrealizowanych projektach („Impuls”) można ściągnąć za darmo z sieci, ze strony www.mlodziez.org.pl (format PDF).
Co jeszcze sprawia, że „Unia dzieje się wokół nas”? Wolontariat. W Krakowie przebywa obecnie kilkunastu wolontariuszy programu EVS. Oczywiście młodzież z Krakowa angażuje się też w wolontariat lokalny – chcąc pomagać nie trzeba wyjeżdżać za granicę – ale warto mieć świadomość, że doświadczenia nabyte w Polsce przydają się później za granicą, mogą też być dodatkowym atutem przy ubieganiu się o wyjazd na wymarzony projekt wolontariacki (więcej informacji i ciekawostek o wolontariacie znajdziesz w tekście: „Niezwykły start w dorosłe życie. Wolontariat za granicą”).
Z pewnością interesujące dla krakowianina może być to, co o EVS-ie sądzą obcokrajowcy, którzy są lub byli wolontariuszami w Krakowie. Weronia Poisson, wolontariuszka EVS z Paryża, swój udział w projekcie opisała tak:
– Chciałam pojechać na EVS nie żeby pomagać ludziom tutaj w Polsce, bo myślę, że dobrze dają sobie radę, tylko żeby uczyć się polskiego, ponieważ moja mama jest Polką, ale nigdy nie rozmawiała ze mną po polsku. Dlaczego akurat EVS? Bo ten program jest wspaniały! Wszystko zapewnia: mieszkanie, ubezpieczenie, jedzenie… Nie chciałam pojechać na wymianę studencką w ramach Erasmusa, bo chciałam pracować z Polakami i jak najszybciej nauczyć się polskiego, poznać polską kulturę.
Pracowałam w STRIM-ie (Stowarzyszenie Rozwoju i Integracji Młodzieży). Jest to instytucja, która zajmuje się również Wolontariatem Europejskim w Krakowie. STRIM gości co roku wolontariuszy z zagranicy, pracują w przedszkolach, szkołach. Ja jednak pracowałam w biurze STRIM-u, zajmowałam się dwoma rzeczami: promocją wolontariatu (razem z Maelle, wolontariuszką realizującą projekt we Wrocławiu stworzyłam komiks o wolontariacie) oraz organizacją różnego rodzaju spotkań, warsztatów, wycieczek, wieczorów międzynarodowych dla wolontariuszy.
Spotkałam wielu interesujących ludzi, nie tylko Polaków. Odkrywałam kulturę Polską, ale też… francuską. Z innej perspektywy. Przekonałam się, że nie mogę żyć bez serów, a kiedy spotykam się z Francuzami, rozmawiamy tylko o jedzeniu. Zauważyłam, że Włosi, kiedy mówią, muszą swoje pomysły wyrażać też… rękami. Polacy chętnie słuchają obcokrajowców, którzy dopiero uczą się języka, i nawet gdy nasz polski mało przypomina… polski, prawią komplementy. Na EVS-ie życie nie zawsze było łatwe, ale mam o wiele więcej dobrych wspomnień. Od samego początku zakochałam się w Krakowie, a teraz zdecydowałam się tu zostać i pracować, bo czuję, że za bardzo tęskniłabym za tym miejscem mieszkając gdzie indziej. Niektórzy wolontariusze mówią mi, że też chcą tu wrócić! Bez EVS-u nie byłoby to możliwe.
Łukasz Smogorowski





