To nigdy nie będzie proste...
   

Zacznijmy od najbardziej gorącego tematu: Jakie to uczucie zostać laureatką XVI krakowskiej edycji Samorządowego Konkursu Nastolatków "8 Wspaniałych" i być jej reprezentantką na etape ogólnopolskim?

Jestem bardzo szczęśliwa. Nie spodziewałam się tego. Właściwie to podwójnie szczęśliwa, bo moim celem jest propagowanie wolontariatu za pomocą mediów.

Kiedy podczas gali dziewczyny czytały o Twoich dokonaniach, byłam pod wielkim wrażeniem. Jak znajdujesz na to wszystko czas?

Czasami jest mi trudno pogodzić szkołę i wolontariat. Te dwie dziedziny mojego życia zaciekle ze sobą walczą i muszę przyznać, że czasami wygrywa jedna, czasami druga.

Ja także angażuję się w różne akcje, więc wiem, jaka to duża odpowiedzialność i obowiązek. Nie czujesz się czasami zmęczona?

Czasami tak, ale jest wiele osób, które mnie wspierają, a pomaganie ludziom chorym na oddziale paliatywnym daje mi dużo satysfakcji; moje życie jest dzięki temu wartościowsze.

Wolontariat na oddziale paliatywnym to z pewnością duże wyzwanie. Nie jest Ci trudno być przy osobach, które za niedługo umrą?

To nigdy nie będzie proste. Są łzy i smutek szczególnie kiedy mam możliwość poznać kogoś lepiej. Ale każdy uśmiech chorego sprawia, że czuję iż nie mogłabym przestać pomagać takim osobom

Kto Cię zaraził taką pasją pomagania innym?

Moi rodzice są lekarzami. Kiedy mama zaczęła pracować na tym oddziale w szpitalu wojskowym, to przyszłam do niej kilka razy. Potem sporo rozmawiałyśmy o pomaganiu ludziom, o życiu, o śmierci. Często wspominała mi o swoich pacjentach. Kiedyś usłyszałam historię mojego rówieśnika, którego szanse na przeżycie według lekarzy były tak niewielkie, że przenieśli go na ten oddział. Miał jednak dużo szczęścia i teraz jest prawie zupełnie zdrowy. To dało mi do myślenia... Nie powinniśmy przekreślać nawet tak ciężko chorych ludzi. Ich największym problemem nie jest ból fizyczny, ale ból psychiczny.

Co oni odczuwają?

Strach przed śmiercią i strach o swoją rodzinę, martwią się też o to co z nimi będzie, towarzyszy im często poczucie beznadziejności... Zamykają się w sobie...

Na czym polega praca na oddziale?

Zwykle jest to rozmowa z podopiecznymi, czasami przynosimy książki czy gazety i wspólnie czytamy. Niekiedy trzeba podać im kubek z herbatą, bo często są to osoby niemogące się poruszać. Gdy jest ciepło, zabieramy ich na spacery po parku. Na ogół nie jest łatwo dotrzeć do człowieka...

Kiedyś mieliśmy miłe, dowcipne panie na sali i razem wymyśliliśmy, że będziemy im robić masaże, więc zaczęliśmy im wcierać kremy... było jak w salonie piękności...(uśmiech).  Ale nie tylko pomagamy pacjentom, rozmawiamy również z ich rodzinami. Nie jesteśmy personelem szpitala dlatego możemy spędzać z rodzinami pacjentów więcej czasu, dlatego łatwiej im z nami rozmawiać.

Znacie historię choroby i dane chorych?

Tak, dostajemy informacje, które są nam potrzebne, ale obowiązują nas wszystkie te zasady, których muszą przestrzegać lekarze, np. tajemnica lekarska. Dlatego mamy ksywki....zamiast nazwisk posługujemy się nimi.

Taka forma bycia czynnym zużywa wielkie pokłady energii. Gdzie spoczywa źródło jej zapasów?

Po rozmowach o życiu i śmierci z pacjentami, w szkole, z lekarzami, ze znajomymi i z każdym napotkanym człowiekiem, który chciał poruszyć ten temat, udało mi się wyciągnąć moje wnioski: całkiem możliwe jest to, że tak jak wierzą buddyści - każdy dobry uczynek do nas wraca.

Jak to mówią, „apetyt rośnie w miarę jedzenia". Z pomaganiem też tak jest?

Myślę, że raczej tak, bo oprócz tego wolontariatu, który organizuję, biorę udział w przedstawieniach reżyserowanych przez moją nauczycielkę.

Do swoich podopiecznych podchodzicie jako do kolejnych przypadków czy angażujecie się emocjonalnie?

Na początku wolontariatu przyjęliśmy zasadę, że jeden wolontariusz zajmuje się jednym pacjentem i opiekuje się nim od początku do końca. Śmierć pacjenta powoduje, że przez jakieś jeden-dwa miesiące ze względu na przywiązanie emocjonalne nie jest się w stanie wejść na teren oddziału, a to miejsce, na którym leżał chory przypomina o nim. Teraz można przychodzić do różnych pacjentów. Gdy zajmujemy się kilkoma osobami, to nie przywiązujemy się tak bardzo. Każdemu zostawiam wybór.

Pacjent, którego najbardziej zapamiętałaś ...

Mój pierwszy pacjent miał raka krtani i ze względu na przeprowadzoną operację nie mógł mówić. Nawiązanie z nim kontaktu było dla mnie swego rodzaju wyzwaniem. Zupełnie go nie znałam, a on był zamkniętym w sobie człowiekiem i nie za bardzo wiedziałam, co mam mówić. Pomocne okazały się gazety...na każde spotkanie przynosiłam gazetę i czytaliśmy razem. On nie mógł mówić, ale po ruchu jego warg mogłam go częściowozrozumieć. Choć lepszym sposobem było pisanie na kartce. Ze względu na to, że nie mógł mówić i często gestykulował, dostał ksywkę „Migotek".

Przeczytałam, że chciałabyś się zajmować medycyną. Od zawsze miałaś takie marzenie?

Moi rodzice zawsze odradzali mi studia medyczne. W gimnazjum bardzo lubiłam biologię i wtedy postanowiłam wybrać ten zawód. Później zaczęłam się zastanawiać, czy nie wybrać czegoś innego, ale teraz wydaje mi się, że medycyna i bycie lekarzem to możliwość kontynuacji tego wolontariatu i pracy z pacjentami. Myślałam o psychiatrii, ale co będzie - trudno powiedzieć.

Każdy może do Was dołączyć?

Każdy, kiedy tylko chce. Można przychodzić w niedziele, święta, dni powszednie; w grupkach albo pojedynczo. Tylko na początku przeprowadzam krótkie, chociaż treściwe szkolenie. Żeby nowi pomocnicy poznali podstawy pracy. Później na bieżąco wszystko tłumaczy personel oddziału i bardziej doświadczeni wolontariusze.

Jeżeli ktoś chce do nas dołączyć, to zapraszam. Można do mnie zadzwonić na numer: 669017661 (a mój e-mail to - czarny.kot.w.butach@interia,pl).

Aga Karolczyk
Poleć znajomemu
Imię i nazwisko nadawcy:
E-mail adresata:
Poleć
Link został wysłany
Newsletter
juliada mlodziez smiglo

Powered by mtCMS   •    Wszelkie prawa zastrzeżone   •    Projekt i wykonanie MTWeb