Kasia pracuje jako wolontariuszka. Zajmuje się trzyletnim Pawłem, autystykiem z zespołem Aspergera. - Bardzo się ucieszyłam, że u nas na uczelni jest możliwość pomocy takim dzieciom. To jest podopieczny mojej pani doktor od logopedii. - Kasia uczy go mówienia i komunikowania się. Takie dzieci mają problem z odmianą rzeczowników, z zauważaniem analogii w ciągu obrazków i z sylabizowaniem. To ciężka praca, ale chłopiec robi postępy. W ciągu roku nauczył się siedzieć, udało się ujarzmić nieco jego nadpobudliwość, co ułatwia pracę. Dziecko często się buntuje, a trzeba z nim pracować co najmniej 40 minut. - Staram się nawiązać więź z Pawłem i nie jest to trudne, bo jest ufny. Może nawet za bardzo. Praca z nim jest dla mnie bardzo ważna, bo się wiąże z moimi studiami, a poza tym traktuję to jak misję. Jak wiem, że w ciągu roku zrobił tak wielkie postępy to mam świadomość, że choćby w małym stopniu się do tego przyczyniłam. Jeśli mam 20 lat i jestem w stanie komuś pomóc się komunikować, a umiejętność komunikacji świadczy o człowieczeństwie, to jest to coś fantastycznego. Chciałabym w przyszłości iść w tym kierunku - wyznaje Kasia. Indywidualna praca z dzieckiem jest dla niej najważniejsza. Studentka przyznaje, że jej wiedza na ten temat nie jest jeszcze bardzo rozległa, ale wie już, że im wcześniej zacznie się pracę z dzieckiem, tym lepsze efekty się osiągnie: - Ten chłopczyk jest naprawdę inteligentny i kochany. Uważam, że jest świetnym dzieckiem.
Kasia wybrała logopedię ponieważ według niej ta specjalność da jej największą możliwość pracy z drugim człowiekiem i pomagania mu, a jednocześnie realizowania się indywidualnie. Każde dziecko to inny człowiek, inny problem i inna terapia. Terapeuta musi jednocześnie uczyć i wychowywać.
praca z młodzieżą
Jednak to, co teraz robi nie jest jej pierwszym krokiem w stronę drugiego człowieka. Kasia przez rok w trzeciej klasie gimnazjum była już wolontariuszką w domu małego dziecka. Praca z dziećmi tak się jej spodobała, że postanowiła zrobić dla nich coś więcej. Jednak niestety musiała przerwać swoją pomoc, bo dowiedziała się, że jest za młoda na pomaganie, nie miała wymaganych 18 lat. - To był dal mnie szok - wyznaje - te dzieci stały się dla mnie bardzo ważne. - Dziewczyna na ten wolontariat zdecydowała się ponieważ, jak mówi, denerwowała ją praca z różnymi organizacjami: - Chciałam już teraz, natychmiast, być zależna od siebie. Wiedzieć, że jak coś nawali, to będzie tylko moja wina.
Podjęła zatem pracę w Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży w ramach programu Make a Connection- Przyłącz się. Wraz ze znajomymi z gimnazjum napisała projekt na budowę sceny koło szkoły. Wykonanie tego zadania było warunkiem dalszej współpracy z tą fundacją. Jeździła zatem po województwie małopolskim oraz podkarpackim i mówiła rówieśnikom jak przejmować inicjatywę w miejscu gdzie mieszkają. Była wtedy w pierwszej klasie liceum. - To była forma krystalizacji tego, co chcę robić w przyszłości. Poświęcałam na tę pracę weekendy i koledzy mówili mi, że to co robię jest bez sensu, bo to jest niepraktyczne. Ale z drugiej strony wiedziałam, że jak czegoś chcę, to nie mogę się przejmować takimi opiniami. Chciałam spróbować. Pomyślałam, że jeśli się nie uda, to spróbuję czegoś innego. To były takie znaczące wolontariaty- przyznaje.
praca nad filmem
W liceum nakręciła z kolegą krótkometrażowy film o bezdomnym mieszkającym na dworcu na konkurs ogólnopolski. Po projekcji filmu sam Jan Machulski pierwszy wstał z krzesła i zaczął klaskać. To był bardzo wzruszający moment dla Kasi. Film zajął pierwsze miejsce. - Chciałam pokazać problem ubóstwa i bezdomności skupiając się na jednostce. Kolega zajął się stroną techniczną, ale fakt, że chciał chodzić ze mną na dworzec świadczy o tym, że każdego może zainteresować problem drugiego człowieka.
Byli wtedy niepełnoletni, więc mieli opiekunkę, która z nimi chodziła na dworzec. Po nakręceniu materiału Kasia już sama chodziła z herbatą w termosie i kanapkami do potrzebujących: - Moi rodzice dostaliby chyba zawału, kiedy dowiedzieliby się że chodzę do bezdomnych kolegów na dworcu - przyznaje. Dzięki temu doświadczeniu miała też okazję poznać kobietę, która pomagała ubogim m.in. piorąc im ubrania u siebie w domu. - Takie małe wydarzenia w których się bierze udział, w których się obserwuje ludzi, najbardziej budują człowieka i dają odwagę żeby wyjść do innych. To mnie uformowało społecznie i nie umiem inaczej patrzeć na świat tylko właśnie przez pryzmat ludzi.
W ramach Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży Kasia jeździła na Mazury i budowała z młodzieżą z całej Polski drewniany plac zabaw dla dzieci, które żyły na odludziu i w małych wioskach.
- Człowiek, który miał indiańską wioskę przywoził jeepem do nas dzieci. W cyrkowych namiotach uczyliśmy ich chodzić na szczudłach i na linie, bawiliśmy się plasteliną. Dla tych dzieci to była nowość, były bardzo szczęśliwe, bo nie miały żadnych innych atrakcji.
Filozofią Kasia zaczęła się interesować, kiedy na koniec gimnazjum od nauczycielki polskiego dostała Słownik myśli filozoficznej. - Dzięki filozofii człowiek przestaje się skupiać na sobie i lepiej rozumie innych. Nie ocenia, a jeśli ocenia to samo postępowanie, a nie człowieka. Dla mnie bardzo ważni są ludzie dlatego nigdy nie miałam czasu, bo chciałam być dla każdego.
fot. K. Jasińska
Katarzyna Jasińska





