Czasem mam wrażenie że młodzież ma jednocześnie dwie twarze. Z jednej strony głębokie współczucie dla poszkodowanych. Z drugiej- na ile jest to automatyczne pójście za tłumem? Wyłącznie dlatego, że „tak wypada"? Marsz pamięci nasunął mi taką refleksję. Po weekendzie wypełnionym przekonaniem o poczuciu wspólnoty z poległymi i ich bliskimi przyszedł moment, w którym mieliśmy okazję wziąć udział w marszu pamięci. Szkoły w dużej mierze starały się nam to ułatwić. Nawet jeśli dyrekcja nie zgodziła się na opuszczenie przez nas lekcji, to wielu z nas- z własnej potrzeby- zwolniło się z zajęć. Dotąd nasza postawa brzmi pięknie i patriotycznie.
My, młodzi obywatele, dający wyraz pamięci wydarzeń sprzed 70 lat, a także składający hołd poległym w sobotniej tragedii.
Co jednak zrobiliśmy?
Nikogo nie można obwiniać za nieuczestniczenie w mszy. Kościół Mariacki nie był przygotowany na przyjęcie takiej liczby uczestników, ani na zapewnienie im możliwości wysłuchania uroczystości na rynku. Dla mnie uderzające jednak było jak ludzie zachowali się już po wybiciu dzwonów. Z kościoła zaczęły wychodzić poczty sztandarowe, a otaczający mnie tłum najbardziej interesował się tym, co znajomi mają na sobie, albo która nauczycielka stoi naprzeciwko. Wydaje mi się, że to już nie jest ten moment kiedy otoczenie powinno być najważniejsze. Przed takim wydarzeniem powinniśmy odpowiedzieć sobie- po co tam idziemy? Jeśli pośmiać się, to raczej nie w tym miejscu i czasie. Nie chodzi wcale o zachowanie patosu i milczenie przez całą trasę. Ale skoro już przyszliśmy(zakładam że z własnej woli, bo w tłumie nikt nie był w stanie nawet sprawdzić obecności uczniów) to próbujmy przeżyć całą sytuację. Mniej lub bardziej, ale wczuć się. A jeśli już nie dla siebie, to chociaż dla innych uczestników. Żeby nie przeszkadzać. Jeśli nie dla innych, to z najmniejszego poczucia szacunku dla poległych.
Bo Katyń poległych w swojej historii ma dużo. Zarówno tych 96, którzy zginęli podczas sobotniej służby, jak i tych tysięcy sprzed lat. Tych którą jedyną winą, za którą bez sądu skazani zostali na śmierć, była miłość do Polski i pragnienie, aby Ojczyzna stała się całkowicie wolna i niezależna.
Pamiętajmy, jeśli nie na co dzień, to chociaż „od święta", o tych, którzy w przeszłości zapewnili nam naszą teraźniejszość. Teraz tylko (a może aż) tyle możemy im ofiarować.
Monika PtasznikŚmigło





