Brytyjski dziennik „The Guardian” zapoczątkował niedawno serię artykułów pod nazwą "New Europe". Zaprasza ona do Polski i opowiada o jej zwyczajach. Dziennikarze na początek pokłócili się o… Kraków. Konkretniej: spierali się w kwestii, która nam krakusom, znana jest od lat: które miasto jest lepsze i dlaczego nasze? A poważnie, postanowili porównać stolicę z grodem Kraka, wytknąć błędy, a rzeczom fascynującym dać szansę zaistnieć. Weekendowy dodatek „Podróże” jest bowiem jednym z najbardziej poczytnych w Anglii.
Na początek Jamie Stokes zarzuca Warszawie, że jest szara i bura. "Nie ma tego klimatu i czaru, którym dysponuje Kraków". Dana Drabowicz nie pozostaje dłużna mówiąc, że "kiedy Kraków kurczowo trzyma się przeszłości, stolica pędzi do przodu, tworząc metropolię biznesu i kultury".
Jamie wyśmiewa również warszawskie tramwaje. „Ostatni raz, kiedy byłem w Warszawie tramwaj był tak stary, że motorniczy musiał karmić konie”. W zamian Dana odgryza się mówiąc, że tramwaje nie są im potrzebne, bo… „W Warszawie mamy inny cud techniki. Nazywa się m e t r o. Jeśli się nie mylę najbardziej ekscytującą nowością jaką Wy sobie ostatnio zafundowaliście jest odnowienie kilku rond”.
Kraków chwalony jest też za ofertę muzealną: „Też mamy coś pod ziemią. Muzeum archeologii, wielkie jak trzy boiska sportowe, pod samym rynkiem głównym. Dodajmy, że największym i najlepiej zachowanym w Europie. A jeśli nie wystarczą Ci tysiące lat historii, wsiadasz w windę i za kilka sekund jesteś w innym tysiącleciu”. Warszawa broni się dzięki Muzeum Powstania Warszawskiego, Centrum Nauki Kopernik i Muzeum Chopina. Jamie dorzuca więc krakowską Fabrykę Schindlera i Muzeum Narodowe z jego 21 oddziałami.
Kiedy przychodzi do omawiana części gastronomiczno-rozrywkowej Warszawa przegrywa ze względu na odległości „Możesz każdego dnia jeść w innej restauracji, a i tak nie poznasz ich wszystkich. Spróbuj tak w stolicy a szybko narobisz sobie odcisków”. Dana ma wątpliwości „W tej kwestii Warszawa jest idealna, łączy tradycyjny smak z nowoczesnością. Ale Wam w Krakowie wystarczy tłusta golonka”.
Jamie jest urzeczony małymi, klimatycznymi lokalami z „szafami w stylu Narni” (mając na myśli Alchemię) oraz Wierzynkiem, a Dana zachwala większe warszawskie kluby, gdzie można szaleć do niedzielnego popołudnia.
Po tej kulinarnej rozpuście Jamie zachwyca się Plantami („pasem zieleni otaczającym stare miasto, przechodzącym koło Wawelu i Wisły”) nie oszczędzając równocześnie stolicy „Macie tą samą rzekę, czyż nie? A tak, nigdy jej nie widziałaś. Macie przecież sześcio-pasmówki i puste banki” Dana nie pozostaje dłużna: „My przynajmniej mamy Puszczę Kampinoską. Z żubrami, łosiami i rysiami. Wasza dzika natura ogranicza się do gołębi”.
Na szczęście mało piszą o alkoholu, kacu i przebierankach w stroje Supermana. Jest szansa, że część angielskich czytelników spojrzy na Kraków w inny sposób niż jako na miejsce tanich libacji i „niezapomnianych” wieczorów kawalerskich. Spór teoretycznie nie jest rozstrzygnięty, ale ostatnie zdanie należy do Krakowa i chyba doskonale podsumowuje to, co my w tym mieście cenimy: „Podczas gdy Wy zajmujecie się robieniem pieniędzy, Dj-ami i ipadami my dalej możemy pozostać wyluzowani, jak zwykle”.
Czy ktoś zaprzeczy? I czy jakikolwiek krakus ma wątpliwości, które miasto święci triumfy?
A oryginał możecie przeczytać TU
fot. K. Jasińska
Aneta Zając





