Rozdział I
   

Grudzień 1942 roku. Szef polskiego wywiadu wezwał mnie do swojego biura. Wszedłem do pomieszczenia i spytałem:

- Wzywał mnie pan?

- Tak, Karolu mam dla ciebie bardzo ważne zadanie.

- Zamieniam się w słuch.

Pułkownik chwilę pomyślał i powiedział:

- Musisz odnaleźć niejakiego Shelinga, który jest podobno podwładnym Stumbarführera Britza. Zmusisz go do współpracy z naszym wywiadem. Teraz pojedziesz do zamku Widerlütz, który znajduję się w pobliżu Krakowa.

- No dobrze, a mogę wiedzieć coś więcej na temat tego mężczyzny?

- Wszystko w swoim czasie Karolu. Jak na razie mogę ci powiedzieć tylko tyle, że wyjeżdżasz jutro rano, zawiezie cię mój kierowca.

- Do widzenia pułkowniku!

- Żegnam.

Serdecznie uścisnąłem jego dłoń i wyszedłem.

***

Kiedy znalazłem się w swoim mieszkaniu było już ciemno, więc spakowałem swoje rzeczy i poszedłem spać. Następnego dnia pojechałem wcześnie rano do siedziby wywiadu, który znajdował się niedaleko centrum. Przy wejściu zatrzymał mnie pułkownik i kazał mi iść do jego biura. Kiedy wszedłem do pokoju, przełożony wręczył mi dokumenty z nazwiskiem Hauvitz, niemiecki mundur oraz fałszywe rozkazy germańskie, które mam przedstawić Standarteführerowi SS Hoglowi. Przebrałem się w mundur, wsiadłem do samochodu i razem z kierowcą pojechałem do sztabu Niemieckiego. Kazałem mu stanąć w bezpiecznej odległości od wejścia, a sam poszedłem do odpowiedniego biura. Przy głównych drzwiach zatrzymali mnie strażnicy, którzy żądali odpowiednich dokumentów. Po okazaniu papierów wpuścili mnie do budynku. Od razu poszedłem do biura, zapukałem i wszedłem do środka.

W pomieszczeniu zobaczyłem mężczyznę w średnim wieku. Miał on ponury wyraz twarzy i patrzył na mnie podejrzliwie. Po krótkiej rozmowie otrzymałem przepustkę, która pozwoliła mi przekraczać bramy zamku Widerlütz. Wyszedłem z biura i czym prędzej udałem się do samochodu. Gdy jechałem czułem strach i obawy, że mój plan się nie powiedzie. Zrobiło się już ciemno, a do twierdzy było jeszcze daleko. Zatrzymaliśmy się przy karczmie, aby odpocząć. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy butelkę dobrego wina. W lokalu było tłoczno, więc jak najszybciej udaliśmy się do samochodu. Kiedy jechaliśmy przez las krew w moich żyłach krążyła coraz szybciej. Wjeżdżając przez bramę czułem strach i niepewność. Kiedy wysiedliśmy z samochodu przywitał nas Stumbarführer SS Britz:

- Witam, ty pewnie jesteś Hauvitz?

- Tak, przyjechałem w ważnych sprawach. Tutaj są moje dokumenty i zadania jakie mam wykonać.

- Rozumiem. Czyli macie tutaj pracować jako pomocnik naszego telegrafisty?

- Tak. Na razie tylko tyle wiem. W późniejszym czasie mam się dowiedzieć więcej na temat tych zadań.

- A to jest pewnie twój przyjaciel?

- Tak, to mój podwładny. Pozwólcie, że będzie mi on pomagał.

- Dobrze. Teraz zaprowadzę was do waszych pokoi.

Poszliśmy przez krużganki do korytarzy znajdujących się na piętrze. Tam można było się łatwo zgubić. Wiele pokoi i pomieszczeń było do siebie podobnych. W końcu doszliśmy do swych kwater. Było już bardzo późno, więc rozpakowałem swoje rzeczy i poszedłem spać.

***

Następnego dnia wstałem wcześnie rano. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem piękny, duży pokój. Kolor tapety na ścianie był ciemnozielony. W rogu pomieszczenia stało biurko, a obok niego znajdowały się regały z książkami. Na stole pod oknem czekało już na mnie śniadanie. Siedząc przy posiłku podziwiałem piękny krajobraz, który rozciągał się po horyzont. Szybko zjadłem i poszedłem na spacer. Zimowe słońce świeciło mi prosto w oczy. Szedłem po grubym śniegu w stronę parku, który znajdował się w pobliżu twierdzy. Przed wyjściem otrzymałem wiadomość o telefonie do mnie. Skierowałem się w tamtym kierunku. Podniosłem słuchawkę, a w niej usłyszałem głos pułkownika.

- Słucham?

- Witam, z tej strony pułkownik Gotter. Musimy się spotkać, ponieważ sprawy wymykają się nam spod kontroli. Nikt nie wie o naszym spotkaniu, a dzwoniąc tutaj przedstawiłem się jako twój dawny kolega. Uważaj na Niemców, oni na pewno wyślą za tobą kogoś, kto będzie cię obserwował. Spotkamy się dzisiaj o trzynastej w restauracji Figaro. Zrozumiałeś?

- Tak jest, na pewno będę. Do widzenia.

- Żegnam.

Po skończonej rozmowie poszedłem do pokoju Piotra. Na schodach zatrzymała mnie jakaś kobieta w mundurze niemieckim. Była to wysoka blondynka o długich, zgrabnych nogach, niebieskich oczach i spiętych włosach schowanych pod czapką. Zapytała mnie:

- Pan Stephen Hauvitz?

- Tak, a o co chodzi?

- Ma się pan zjawić w biurze Stumbarführera Britza.

- A w jakiej sprawie jeśli mogę wiedzieć?

- Sama tego nie wiem. Stumbarführer kazał mi pana znaleźć i przysłać do niego.

- Dobrze już, idę.

Poszedłem do jego biura, które znajdowało się na drugim piętrze. Zapukałem i wszedłem.

- Dzień dobry, wzywał mnie pan?

- Tak Stephen. Dziś w nocy ktoś próbował wykraść nasze ciężarówki. Dowiedz się kto to był.

- Dobrze, zlecę to mojemu podwładnemu.

- Musicie go jak najszybciej znaleźć i zlikwidować.

- Tak jest!

***

Wyszedłem z biura i skierowałem się do pokoju Piotra. Wszedłem do pomieszczenia i powiedziałem mu jakie zadanie ma wykonać. Oczywiście ma to zrobić dyskretnie, żeby nikt nie dowiedział się kim jesteśmy. Po skończonej rozmowie poszedłem do samochodu i pojechałem w kierunku miasta. Bacznie obserwowałem otoczenie i to, czy nikt za mną nie jedzie. Kiedy wjeżdżałem w leśną drogę, w tylnym lusterku zauważyłem jakiś samochód. Pomyślałem, że Stumbarführer Britz wysłał kogoś, kto będzie mnie obserwował. Po godzinie byłem już w mieście. Pojechałem do najbliższego lokalu, w którym był telefon. Chciałem zmylić kilku mężczyzn, którzy za mną jechali. Wszedłem do restauracji i podszedłem do barmana.

- Dzień dobry, czy jest tutaj telefon?

- Naturalnie, proszę iść za mną.

Poszedłem za mężczyzną, który zaprowadził mnie do małego pomieszczenia w rogu sali. Podziękowałem mu i zatelefonowałem do pułkownika Gottera.

- Halo? Z tej strony Stephen Hauvitz. Musimy spotkać się gdzieś indziej. Britz wysłał za mną kilku swoich ludzi żeby mnie pilnowali. Trzeba ich zgubić lub zlikwidować.

- Witam Karolu. Dobrze, spróbuj ich zgubić. Nie możemy ich zabić ponieważ Niemcy domyślą się, że coś jest nie tak.

- Rozumiem. To gdzie się spotykamy?

- U stolarza. Wiesz gdzie to jest?

- Tak, będę tam za kwadrans.

- Dobrze, czekam. Dowidzenia.

- Do zobaczenia.

***

Skończyłem rozmowę i podszedłem do baru. Zamówiłem wodę i zająłem miejsce przy stoliku. Czterech osiłków patrzyło na mnie dyskretnie. Nie zwracałem na to uwagi i rozmyślałem jak by ich zgubić. Kelner przyniósł mi szklankę wody, którą szybko wypiłem. Wyszedłem z lokalu i schowałem się w pobliskiej kamienicy. Tak jak myślałem, mężczyźni również wyszli za mną lecz, jak się okazało, nie zgubiłem ich. Szli dokładnie w moim kierunku. Nie wiedziałem co zrobić. Wszedłem na klatkę schodową kamienicy. Pobiegłem na górę po schodach i wyszedłem na dach. Słyszałem ich kroki. Wyciągnąłem broń i odbezpieczyłem ją. Pomyślałem że mogą być uzbrojeni. Schowałem się za ceglany komin. Wycelowałem broń w stronę wyjścia na dach. Po chwili pojawił się jeden z osiłków. Oddałem strzał. Mężczyzna padł bezwładnie na dachówkę. Trafiłem prosto w serce. Krew rozlała się po dachu. Następnych trzech zastrzeliłem kiedy biegli w moją stronę. Ciała schowałem w skrzyni, która stała pod sznurkami na pranie. Broń schowałem do kabury i zszedłem spokojnie po schodach na ulicę. Wsiadłem do samochodu i pojechałem na umówione spotkanie. W kwadrans później byłem już na miejscu. Pułkownik Gotter już na mnie czekał, wysiadłem z samochodu i przywitałem się serdecznie. Weszliśmy do środka i poszliśmy na zaplecze. Stolarz poczęstował nas herbatą i wyszedł na zewnątrz.

- Karolu muszę cię poinformować, że nasze plany się pokrzyżowały. Ludzie Britza dowiedzieli się o naszych zamiarach, dlatego dzisiaj w czasie podróży miałeś towarzystwo.

Plany się zmieniają teraz musisz zlikwidować Britza i kapitana Hogla.

- Trzeba poinformować o tym Piotra.

- Już to zrobiliśmy, a teraz wracaj do Widerlütz i nie daj poznać po sobie niepokoju. Nie martw się, nasi ludzie przebywają na zamku, a więc nic nie może ci się stać. W najbliższym czasie skontaktuję się z tobą przez moich podwładnych i podam ci dalszy plan działania. Do widzenia.

- Żegnam.

***

Po skończonej rozmowie wsiadłem do samochodu i pojechałem na zamek. Kiedy jechałem przez las, zza krzaków wybiegli niemieccy żołnierze. Kazali mi wysiadać. Posłusznie wypełniłem ich żądania. Było ich pięciu. Każdy z nich trzymał w rękach broń. Myślałem że to już koniec, ale nagle na drodze pojawiły się dwa samochody. Pojazdy przybliżyły się na małą odległość i wysiedli z nich mężczyźni ubrani w czarne płaszcze. Niemcy od razu zaczęli do nich strzelać. Ja w tym czasie wyciągnąłem pistolet i schowałem się za samochód. Strzelanina nie ustawała. Podbiegłem do jednego z czarno ubranych ludzi i podziękowałem mu za pomoc. Żaden żołnierz niemiecki nie przeżył. Ciała zakopaliśmy w pobliskich krzakach, a sami pojechaliśmy do miasta zameldować wszystko pułkownikowi. Po drodze dowiedziałem się, że ci ludzie którzy mi pomogli, to również pracownicy tajnych służb specjalnych wojska polskiego. Wieczorem podjechaliśmy pod budynek. Wysiedliśmy i poszliśmy od razu do Gottera. Pułkownik jak zwykle siedział w swoim biurze i przeglądał jakieś papiery.

- Dobry wieczór!

- Siadajcie proszę. Mam dla was zadanie, musicie zorganizować zasadzkę na niemieckie posiłki, które lada dzień będą urzędowały w leśniczówce koło miasta.

- Dobrze. A ile mamy wziąć ze sobą osób?

- Najlepiej będzie jeśli zorganizujecie piętnaście osób. Musicie być gotowi na jutro. Wieczorem będą przejeżdżać od stacji kolejowej do leśniczówki trzema ciężarówkami i kilkoma jeepami z RKM-ami. Tylko tyle mam wam do powiedzenia. Aha, i jeszcze jedno możecie zabrać ze sobą Karola.

- Tak jest! Będę gotowy na jutro.

- My przyjechaliśmy w zupełnie innej sprawie. Dzisiaj w lesie zaatakowali mnie niemieccy żołnierze. Dobrze, że w pobliżu byli nasi towarzysze, bo nie wiem jakby się to skończyło. Pewnie teraz nie siedziałbym z wami tutaj. Jeszcze raz wam dziękuje.

- To nasze obowiązki! - odpowiedzieli chórem tajniacy.

-Rozumiem, czyli trzeba mieć oczy szeroko otwarte. W najbliższym czasie spróbuję wysłać kilku ludzi w tamte okolice. A teraz idźcie się przygotować.

***

Kiedy wyszliśmy z budynku chłopaki odwieźli mnie w pobliże zamku. Niestety, już później musiałem iść pieszo. W bramie spotkałem tą samą blondynkę, która kazała mi iść rano do Stumbarführera. Wymieniliśmy ze sobą kilka słów i dowiedziałem się, że ta atrakcyjna kobieta ma na imię Hilda i przyjechała tutaj stosunkowo niedawno. Po chwili rozeszliśmy się, każdy we własnym kierunku. Ja poszedłem do swojego pokoju, a ona wyszła z zamku i skierowała się na pobliską drogę. Wszedłem do pomieszczenia i położyłem się spać. Dzień przywitał mnie burzą śnieżną. Jak co dzień zjadłem śniadanie i poszedłem do Piotra poinformować go, że dzisiaj wieczorem nie będzie mnie na zamku. Po rozmowie wyszedłem na dziedziniec pooddychać świeżym powietrzem. Nieoczekiwanie spotkałem tam Stumbarführera.

- Mam do ciebie pytanie.

- Słucham.

- Czy rozwiązaliście zadanie, które wam wczoraj powierzyłem?

- Jeszcze nie, ale mój podwładny nad tym pracuje.

- Aha, i jeszcze jedno pytanie. Gdzie byliście wczoraj?

- Musiałem pojechać do miasta. To sprawy osobiste. Chyba nie muszę się panu spowiadać ze wszystkiego co robię?

- Ależ naturalnie że nie. Jeśli jednak nie chcecie powiedzieć, to ja rozumiem.

***

Poszedłem w kierunku swojego pokoju. Musiałem się przygotować do akcji, która miała się wydarzyć tego wieczoru. Wszedłem do pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Wyciągnąłem plecak, spakowałem tam latarkę i jeszcze kilka innych potrzebnych mi rzeczy. Później schowałem to pod łóżko i poszedłem na obiad. Na stołówkę udałem się z Piotrem i kazałem mu być czujnym. Spytałem się go czy znalazł osobę, która była sprawcą zamieszania wokół ciężarówek. On powiedział że tak i całą sprawa została już rozwiązana. Kiedy skończyłem obiad wybrałem się do parku. Dzień był słoneczny, chociaż mroźny. Śnieg trzeszczał mi pod butami. Usiadłem na ławce i zapaliłem papierosa. Nieoczekiwanie spotkałem tam jakiegoś mężczyznę, który zbliyał się do mnie i siadł obok.

- Czy ma pan ogień?

- Naturalnie, proszę.

Podałem mu zapalniczkę i schowałem ręce do kieszeni. On podziękował, wstał i poszedł dalej. Siedziałem jeszcze chwilę na ławce i przyglądałem się zamkowi. Budowla była wykonana z grubego muru. Niewielka liczba okien i drzwi sygnalizowała, że forteca była wykonana w stylu romańskim. Cała okolica była porośnięta drzewami, które pokryte były czapami śniegu. Spojrzałem na zegarek. Duża wskazówka wybijała trzecią. Musiałem wracać do pokoju.

***

Po chwili stałem w pomieszczeniu. Kiedy upewniłem się, że plecak leży na swoim miejscu, poszedłem się ogolić i przebrać. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem mężczyznę w średnim wieku. Na twarzy rysował się kilkudniowy zarost. Chwyciłem brzytwę w dłoń i zabrałem się za golenie. Po skończonych czynnościach wyszedłem z łazienki i wyciągnąłem plecak. Zegar wskazywał piątą popołudniu. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Zarzuciłem tobołek na plecy i otworzyłem okno. Do pokoju wleciało zimne powietrze. Musiałem wyjść niepostrzeżenie z zamku. Zamknąłem drzwi na klucz i zszedłem po rynnie. Ukryłem się w krzakach przy dziedzińcu. W pobliżu znajdowali się strażnicy, którzy patrolowali plac. Szybko przebiegłem od zarośli do bramy, którą równie prędko pokonałem. Kiedy znajdowałem się w pobliskim lesie usłyszałem klakson samochodu. Pomyślałem, że to tajniacy, z którymi byłem umówiony przy drodze. Przebiegłem około stu metrów i znalazłem się przed pojazdem. Wsiadłem do środka i odjechaliśmy. W aucie spotkałem Krzyśka, który organizował całą akcję. On streścił mi cały plan, który musimy dzisiaj wykonać. Jechaliśmy mniej więcej godzinę. Zatrzymaliśmy się przy starym, pustym gospodarstwie. Wszyscy wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do pokoi. W środku zastałem kilkunastu mężczyzn ubranych w mundury i trzymających w rękach karabiny. Na środku pomieszczenia stał stół, na którym leżała mapa okolicy. Na planie zostały zaznaczone najważniejsze ruchy naszego oddziału. Zapoznałem się z kierunkami ataku i wszyscy skierowaliśmy się do wyjścia.

Rafał Bielecki
Poleć znajomemu
Imię i nazwisko nadawcy:
E-mail adresata:
Poleć
Link został wysłany
Newsletter
juliada mlodziez smiglo

Powered by mtCMS   •    Wszelkie prawa zastrzeżone   •    Projekt i wykonanie MTWeb