5. kwietnia 2011 roku VI Liceum Ogólnokształcące w Krakowie zamarło. Okazało się, że dotychczasowy dyrektor szkoły, Artur Bielaszka nie będzie pełnił swojej funkcji. Przyczyną tej sytuacji są nieczytelna pieczątka (którą nawiasem mówiąc wystawia Magistrat, decydujący w tym przypadku o sprawie) oraz zbyt krótki życiorys. Przez wyżej wymienione pan Bielaszka nie został dopuszczony do konkursu na dyrektora szkoły. Powody wydają się absurdalne ze względu na to, że pedagog spędził w murach tej szkoły 25 lat ucząc fizyki, a przez 12 lat pełnił funkcję wicedyrketora. Konkurs wygrał Czesław Wróbel, pokonując dwie inne kandydatki.
Jako pierwsi walkę o pana Bielaszkę rozpoczęli nauczyciele pisząc list protestacyjny m.in. do Minister Edukacji. Nie zabrakło w nim pochlebstw na temat sumienności i uczciwości dotychczasowego dyrektora. Niestety petycja nie odniosła większego sukcesu, oprócz rozgłosu w lokalnej prasie i telewizji. Decyzji komisji konkursowej nie można uchylić, dlatego w grę wkroczyli uczniowie, licząc na to, że prezydent miasta nie zaakceptuje wyniku konkursu.
Choć zwykle szóstkowicze w akcjach społecznych nie wykazują aktywności i zainteresowania, to jednak patron szkoły zobowiązuje do chociażby znikomej walki o posadę najważniejszej osoby w placówce edukacyjnej. Przed szkołą zawisł plakat "MICKIEWICZ POPIERA BIELASZKĘ". Wydarzenia na facebooku (linki: http://www.facebook.com/event.php?eid=208313892524155 oraz http://www.facebook.com/event.php?eid=117935434956543) zachęcały do czynnego udziału w proteście i zebrały około tysiąca chętnych. Miał się on odbyć w pechowy piątek 13. maja. Niestety nieżyczliwy Magistrat ze względu na błędy we wniosku o demonstrację, nie pozwolił żeby się odbyła.
Do protestu doszło w kolejny poniedziałek pod Urzędem Miasta przy pl. Wszystkich Świętych. Zdjęcie z pikiety wykonane przez Jakuba Zimnego można zobaczyć w tym artykule. Wydarzenie nie zmieniło toku sprawy. Kolejny raz tym sposobem udowodniono, że merytoryczne argumenty nie mają znaczenia dla Urzędu Miasta. Radni nie okazali żadnych chęci spotkania i rozmowy z przybyłymi osobami.
A co na temat samego wygranego? Wiadomo jedynie tyle, że uczy historii w XIV LO w Krakowie. Większość opinii, które czytałam na jego temat nie były pochlebne. Co więcej ma związek z aferą związaną z konkursem historycznym organizowanym przez Kuratorium Oświaty. Ów uczony był zobowiązany do napisania pytań. Tym czasem nie przemęczył się, ponieważ przepisał wszystkie pytania wraz z odpowiedziami z internetu. Nie pozamieniał nawet ich kolejności. Wywołało to oburzenie nie tylko u uczestników konkursu, ale też ich rodziców. Jednak w myśl: "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności za taki błąd. Mimo tego Czesław Wróbel dostał tytuł Nauczyciela Roku Historii przyznawany przez Polskie Towarzystwo Historyczne (żeby nie było niejasności - w plebiscycie wśród uczniów). Jednak powitanie w murach "Szóstki" nie należy do miłych. Myślę, że ani jemu, ani pracownikom i uczniom szkoły nie będzie się razem dobrze współpracowało.
Być może wybór na dyrektora pana Wróbla to przede wszystkim gra polityczna. Od kilku miesięcy krążą w prasie i internecie wiadomości sugerujące, że VI LO zostanie połączone z Gimnazjum nr 3 w zespół szkół. Póki co posiadają osobne budynki, jednak licealiści czasem mają zajęcia w salach gimnazjum. Nowy szef szkoły raczej nie będzie się sprzeciwiał takiej syntezie. Oliwy do ognia dokłada komentarz Marty Pateny, przewodniczącej miejskiej komisji edukacji "Zwycięski Czesław Wróbel był kandydatem PiS i "Solidarności" na to stanowisko. On po prostu miał wygrać." Co więcej jedna z radnych z komisji, Teodozja Maliszewska również nie kryje swojej sympatii do pana Wróbla, choć zapiera się, że przyjazny stosunek nie miał wpływu na dokonany przez nią wybór. Nie należy jednak przy tym zapominać, że w komisji zasiadło 9 osób, a w tym nauczyciel z VI LO oraz reprezentant rady rodziców. Wynik podobno zapadł jednogłośnie. Tę kwestię pozostawię bez komentarza.
Niestety zarówno wygrany, jak i przegrany nie wygłosili żadnego oficjalnego komentarza. A nam, przeciętnym mieszkańcom pozostaje tylko ubolewać, że to ludzie są dla przepisów, a nie przepisy dla ludzi.
Śmigło





