Idąc ostatnio przez Błonia zauważyłem celowo poruszające się duże grupy ludzi. Kiedy wiedziony reporterską ciekawością podążyłem ich śladem, dotarłem najpierw na swoiste, smrodliwe pole minowe, a następnie do ułożonej z barierek zagródki, w której zamknięte było stado owiec. Sposób na łatwy pieniądz: przywieźć do dużego miasta stado zwierząt i w pobliżu ustawić namiot, w którym można będzie kupić ich wydzieliny po cenach złota. Sądząc po kolejce do owego namiotu i na tej podstawie wnioskując o ilości sprzedawanego sera, to albo każda z tych owiec daje dziennie tyle mleka ile sama waży, albo sprzedawany tam produkt niekoniecznie pochodzi od tego stadka, które można pooglądać i przede wszystkim powąchać na Błoniach.
Owce pozostaną w Krakowie jeszcze dwa miesiące, jeśli ktoś jest bardzo chętny aby je zobaczyć, wystarczy podążyć za, nomen omen, owczym pędem jaki wykazują w tej okolicy tłumy ludzi.
Czekamy na kolejne tego typu inicjatywy! A gdyby tak stado świń z możliwością samodzielnego uboju? To byłoby coś.
Michał ZającAGH





